• Luty 2005
  • Marzec 2005
  • Kwiecień 2005
  • Maj 2005
  • Czerwiec 2005
  • Lipiec 2005
  • Sierpień 2005
  • Wrzesień 2005
  • Październik 2005
  • Listopad 2005
  • Grudzień 2005
  • Luty 2006
  • Marzec 2006
  • Maj 2006
  • Sierpień 2006
  • Październik 2006

  •  19 października 2006 - 04:16:23 the understandables
     Podziwiam ludzi, którzy potrafią postrzegać świat tylko w kategoriach wzorów i praw, zamykać go w kajdanach ograniczeń pozwalających lepiej go pojąć. Być może brzmi to nieco negatywnie i szyderczo, ale ja naprawdę bardzo im zazdroszczę i, podkreślam raz jeszcze, PODZIWIAM ich szczerze. Bo nawet moja niedługa egzystencja pozwoliła mi wyrobić sobie zdanie o jego niebywałym skomplikowaniu i choć niemożliwym jest określenie całego świata, a tymbardziej wszechświata, siecią wzorów, to jednak racjonalne pojmowanie bez wątpienia wyjaśnia wiele, z jego zawiłości.
    Podziwiam ludzi, którzy zdając sobie sprawę z naszej małości odnajdują sens życia w poszukiwaniu humanistycznych wyznaczników naszego istnienia. Mówię o małości - ich i naszej, bo przecież nie podobna spamiętać wszystkich praw rządzących światem, a tylko zdając sobie z tego sprawę, możemy nasz egoizm i przeświadczenie o własnej wyższości odsunąć na dalszy plan i poświęcić się bez reszty badaniu naszej rzeczywistości. Owi humaniści czynią nam niewypowiedzianą przysługą, bo nie dość, że uczą się nas rozumieć i wyjaśniają przyczyny naszych zachowań, to jeszcze niejednokrotnie tworzą... czasem dzieła literackie, czasem inne - przekazując nam swoją wiedzę, często nie-wprost, zmuszając nas do rozwoju.
    Podziwiam każdego, kto potrafi oddać się bez reszty pewnemu celowi, kto potrafi skupić się na tej jednej rzeczy, dla niego najważniejszej. Bo ja tak nie potrafię. Za każdym razem, gdy przyswajam kolejny wzór z fizyki czy matematyki, gdy staram się zrozumieć jakieś prawo z teorii technologii komputerowych, odnoszę wrażenie, że jakaś część mojej duszy umiera. Fakt, mam zwyczaj demonizować problemy i być może pojęcie "umierania części duszy" jest tutaj odrobinę przesadzone, ale chyba nie potrafię zręczniej tego ująć. Niestety, tak samo dzieje się, gdy uda mi się skończyć jakieś większe "dzieło", może to być wierszyk wielkanocny, program operujący na procesach systemowych, czy też rzeźba z plasteliny. Mam wrażenie, że owo "dzieło" w momencie zakończenia przestaje być częścią mnie a staje się czymś zupełnie odrębnym, czymś obcym. Chcąc, nie chcąć, zapominam o tym stworzeniu po chwili, bo jak każdy człowiek, jestem egoistą - co nie jest częścią mnie przestaje być ważne...
    Nawet teraz, pisząc tę notkę, zaczynam się zastanawiać, jaki jest sens tego, co robię... pewnie zaraz złapię doła i zacznę znowu słuchać gotyku...
    Chociaż nie... bo nawet w tym znalazłem pewien sens i jednocześnie chyba potężne uzasadnienie dla mojego istnienia (przynajmniej w mojej, znów egoistycznej, opinii). Otóż dla mnie celem nie jest stworzenie czegoś, co będzie działało, co będzie cokolwiek przekazywało, czy rozwiązywało. Bo prawdziwe znaczenie ma nie rezultat, a sam akt tworzenia. Gdy będąc pod prysznicem rozmyślam nad dosłownie czymkolwiek, czy jest to charakterystyka wzmacniacza operatorowego, czy zjawisko wykształcania postaci boga w dowolnej religii, to odczuwam satysfakcję. Nie ze względu na to, że być może do czegoś dojdę, ale ze względu na to, że jestem w stanie zatrzymać się i rozważać rzeczy nawet tak skrajnie abstrakcyjne, a cały proces, bez względu na jego przyczyny czy rezultaty, odbywa się we mnie... jest więc bez wątpienia częścią mnie, a zatem czymś, z czego należy być dumnym.
    Więc wybaczcie mi, że nie jestem użyteczny dla społeczeństwa, że nie pomagam zwiększyć tegorocznego PKB, że pewnie nie wymyślę lekarstwa na raka. Bo w moim przeświadczeniu i tylko z mojego punktu widzenia, to myślenie dla przyjemności jest tylko sztuką dla sztuki. I to sztuką najwyższą, najciekawszą bo wymykającą się wzorom matematyków i pojmowaniu humanistów. To jest istota, której nie można zamknąć w szeregu praw i reguł, ani przeanalizować jako zjawisko społeczne, bo jest procesem skrajnie indywidualnym.

    Dobra, koniec bełkotu :D Zatrzymaliście się... pomyśleliście... rozumiecie? Jak to fajnie być człowiekiem?
     
    1 komentarz
     15 października 2006 - 14:40:31 the end
     I never, said I'd lie and wait forever
    If I died we'd be together now
    I can't always just forget her
    But she could try

    At the end of the world
    Or the last thing I see
    You are
    Never coming home
    Never coming home
    Could I?
    Should I?
    And all the things that you never ever told me
    And all the smiles that are ever ever...

    Ever...
    Get the feeling that you're never
    All alone and I remember now
    At the top of my lungs in my arms she dies
    She dies

    At the end of the world
    Or the last thing I see
    You are
    Never coming home
    Never coming home
    Could I?
    Should I?
    And all the things that you never ever told me
    And all the smiles that are ever gonna haunt me
    Never coming home
    Never coming home
    Could I?
    Should I?
    And all the wounds that are ever gonna scar me
    For all the ghosts that are never gonna catch me

    If I fall...
    If I fall...
    Down

    At the end of the world
    Or the last thing I see
    You are
    Never coming home
    Never coming home
    And all the things that you never ever told me
    And all the smiles that are ever gonna haunt me
    Never coming home
    Never coming home
    Could I....
    Should I?
    And all the wounds that are ever gonna scar me
    For all the ghosts that are never gonna.....


    Ghost of You, My Chemical Romance
     
    3 komentarze

    Copyright © 2006
    Designed by doublekey